piątek, 25 lutego 2011

Jej wysokość Kleopatra

Witajcie :)
Hello :)


Dzisiejszego posta poświęcam tylko jednemu naszyjnikowi. Jest to, jak do tej pory, mój największy projekt oraz najbardziej pracochłonny. Wykonanie tego cuda rozciągnęło się na dwa tygodnie, zajmując czas 30 roboczogodzin (w sumie więcej, ale czasu, który spędziłam na pruciu i ponownym przyszywaniu koralików, bo coś mi nie pasowało, wolę w ogóle nie liczyć).

Todays post is about a single collar-necklace. It is, as far, my biggest project and the most laborious. Realization of it took me about 2 weeks - 30 working hours in fact (and I am not calculating the time when I had to unstitch something because I was not happy with the result, and sew it again).


Kamienie to naturalne ametysty posiadające liczne inkluzje widoczne pod światło, gdy patrzy się na nie z bliska. Fasetki ślicznie łapią światło.

The stones are natural amethysts with lots of inclusions visible under the light, when you look at it close up. The facets catch the light very nicely. 


Kolory użyte w naszyjniku to żółte złoto, metaliczny fiolet, metaliczne stare złoto oraz czerń. Troszkę poeksperymentowałam nowym dla mnie sposobem przyszywania koralików na płasko, co widać w otoczeniu głównych elementów.

The colors used in this necklace are: yellow gold, metallic violet, metallic old gold and black. I have experimented a little with a new way of sewing seed beads.


Haftowany element zawieszony został na sznurze rosyjskiej spirali. Znajdziemy tam też kule fasetowanego ametystu.

The embroidered part have been hanged on russian spiral rope. You can find there also round beads of faceted amethysts.


Gdy skończyłam ten naszyjnik przyszła mi do głowy Kleopatra i imię już z nim zostało :)
Na dziś to wszytko. Na obfotografowanie czekają kolejne projekty, więc do zobaczenia już wkrótce :)

When I have finished it I had an image of Cleopatra in my head. And the name stayed with the necklace. 
It is all for today. I have more finished project waiting to be photographed so see you soon :)
Ashi

czwartek, 17 lutego 2011

Czarne jagody w sieci splątane

Witajcie po dłuższej przerwie.

Już drugi rok z rzędu styczeń i luty to dla mnie bardzo leniwe miesiące. Powinnam je chyba spędzać gdzieś, gdzie jest dużo słońca, które to bardzo skutecznie potrafi mi podładować bateryjki. Cztery słoneczne dni sprawiły, że skończyłam w końcu kilka rozgrzebanych prac oraz zabrałam się za fotografowanie.

Hi. I have decided to write my posts also in English, so hello everyone after a quite long break :)
It is the second year in a row in which the first two months are very lazy for me. I should start spending this period somewhere with long sunny days. After four sunny days here I was able to finish couple of my works and photograph it.


Dziś pokazuję dwa naszyjniki. Pierwszy to klasyczna elegancja czerni i szarości przełamanych lekką nutką bordo. A wszystko za sprawą jaspisów, onyksów, hematytu oraz granatów. Okraszonych oczywiście mnóstwem drobnicy.

Today I am presenting two necklaces. First is an example of classic elegance of black and grey with a little bit of burgundy colors. And thats all with jaspers, onyxes, hematites and garnets. With a lot of seed beads of course :)




Naszyjnik nosi nazwę Tangled, zainspirowaną wzorem na powierzchni jaspisów. Wisienką na torcie jest kryształ Swarovskiego w kolorze Black Diamond. Naszyjnik zapinany jest zapięciem z magnesem neodymowym. Jest to bardzo silny magnes, który sam się nie rozpina, a taka forma zapięcia daje bardzo dużą wygodę. W planach mam kilka bransoletek z podobnymi zapięciami.

This necklace is named Tangled, because of a pattern on the jaspers. The icing on the cake is the Swarovski crystal in a Black Diamond color. The necklace has a magnetic clasp made of neodymium magnets, which is very strong and does not unlock by itself. This kind of a clasp is very comfortable to wear. I think to do a few more bracelets with magnetic clasps in the future.



Drugi naszyjnik okazał się dla mnie formą terapii zajęciowej :) Strasznie poprawił mi humor, gdy go robiłam.
Kolorystyka tego naszyjnika to dwa odcienie fioletu podkreślone pudrowym różem i chłodną czerwienią. W centrum pyszni się kryształ Swarovskiego w kolorze Vitrail Light, któremu towarzyszy fasetowany ametyst. Dopiero na drugi dzień zauważyłam, że ametyst ten jest częściowo brązowym kwarcem dymnym.

The second necklace was a kind of a therapy for me. Making it brighten my mood very much. The colors of this necklace are two shades of violet enhanced by powder pink and cold red. In the center is placed a Swarovski crystal in a color Vitrail Light and an faceted amethyst. Until next morning I did not see that the amethyst is partly smokey quartz.




Spiralny sznur koralikowy jest długi (ok 64 cm) dlatego nie ma zapięcia. Frędzle przy wisiorze to połączenie koralików z pięknymi szklanymi kosteczkami, agatem wybarwionym na piękny fioletowy kolor, oraz fasetowanymi kroplami ametystu.

A spiral rope is long enough (ca 25 ich) that the clasp was not needed. The fringes are made of seed bead with beautiful glass cubes, an agates dyed on a dark violet and faceted tear drops of amethyst.


Aktualnie eksperymentuję z aparatem. Trochę też zmieniłam tła (głęboko czarne trochę mi się znudziło, poza tym najbardziej przydaje się przy fotografowaniu srebrnej biżuterii, więc pewnie powróci, gdy będę wrzucać coś ze sreberka).
Na dziś to tyle. Następne wyzwanie stojące przede mną to sfotografowanie największego projektu koralikowego, jaki do tej pory zrobiłam :) Trzymajcie za mnie kciuki :)

I am currently experimenting with my camera. I have changed my backgrounds a little (deep black is no longer exiting for me, and I think it is better suited to photograph a silver pieces, so I think it will be used again when I will be posting some silver again). Thats all for today. The next challenge for me is to photograph the biggest piece I have made till today. So keep your fingers crossed for me :)

Ashi

niedziela, 2 stycznia 2011

Święta święta i po świętach

Witajcie po raz pierwszy w nowym roku :)

Mnie udało się spędzić Sylwestra w łóżku lecząc grypę (jeszcze mnie trzyma złośliwa taka), mam nadzieję, że u Was świętowanie było ciekawsze :D

Pierwsza połowa grudnia upłynęła mi na przygotowywaniu prezentów gwiazdkowych, druga natomiast na tradycyjnym polskim świętowaniu w rodzinnych stronach. Postanowiłam potraktować Gwiazdkę 2010 jako wyzwanie i przygotować prezenty w technice wire wrappingu, coby w końcu porządnie poćwiczyć i oswoić się ze srebrem (już nie boję się go trochę popsuć, z czym do tej pory miałam duży problem). Ale znajdzie się dziś także jeden koralikowy projekt, przygotowany specjalnie dla mojej przyjaciółki, w jej ulubionych kolorach.

Na pierwszy ogień pójdą kolczyki. Jest tego aż cztery pary. Trzy z przedstawionych projektów to moje pomysły, jeden to praktycznie kalka z pracy Izy Malczyk (tak to jest jak czas goni a pomysły za bardzo nie chcą do głowy przychodzić i jeszcze nie bardzo można eksperymentować).




Lekko zmodyfikowany wzór Izy przybrał u mnie postać kolczyków o nazwie Aoi, co z języku japońskim oznacza zarówno kolor niebieski jak i zielony. Kamienie użyte w tych kolczykach to peridoty i topazy mystic.




Następne kolczyki, a pierwsze, które wykonałam, to motyw półksiężyca z zawijasami. Baza została stworzona z lutowanej srebrem miedzi. Przez połączenie metali kolczyki wyglądają bardzo ciekawie, zwłaszcza, że oksydowana miedź przybiera piękny brązowy kolor (nie przepadam za naturalnym kolorem miedzi, oksydowana wygląda tak jakoś bardziej elegancko moim zdaniem). Kamyczki to także topazy mystic. Całość została ochrzczona nazwą "Under The Moon We Danced" (Pod Księżycem Tańczyliśmy)




Trzecia para kolczyków to klasyczna elegancja płynąca z połączenia srebra i czerni. Początkowo miały wyglądać zupełnie inaczej, ale widocznie taka forma im bardziej odpowiadała. Cóż, ja się kłócić nie będę :)
Srebro zostało zoksydowane, przetarte i wypolerowane, kamienie to czarne spinele. Nazwałam je Black Stars (Czarne Gwiazdy), myślę, że do nich pasuje.




Ostatnia para kolczyków, o wdzięcznej nazwie Silver Dream (Srebrny Sen) to czarne spinele i granaty rhodolit, zamknięte w geometrycznym kwadracie. Dla kontrastu środek to łagodne łuki literek S. Tutaj srebro także zoksydowałam, przetarłam i wypolerowałam.




Po kolczykach przyszedł czas na wisior. Żółty chalcedon dostał za towarzystwo piękne mikrofasetowane oponki cytrynu Madeira. Pomysł na srebrne kuleczki u dołu gdzieś kiedyś widziałam, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Wisior został ochrzczony nazwą Abalone. Jest to gatunek morskiego ślimaka, który czasami na zdjęciach ma takie żółtawe zabarwienie, ale w tym wypadku podobało mi się po prostu samo słowo.



 Na samym końcu bransoletka wykonana z koralików i labradorytów. Labradoryt jest pięknym kamieniem nawet w swej szarej postaci z małą labradoryzacją, rozbłyskującą tajemniczo tylko czasami. Dobrałam do niego brązowe i niebieskie koraliki co dało małą ozdobę pasującą do codziennych strojów, szczególnie zestawianych z dżinsami, a to ulubiony styl adresatki tego prezentu :) Tutaj troszkę poeksperymentowałam, gdyż centralny element jest zarazem zapięciem. Pomysł mi się podoba, więc będę go dopracowywać i pewnie takich bransoletek pojawi się więcej. Ta bransoletka nosi miano Grey Lady (Szara Dama). Jeśli ktoś czytał książki Anne Bishop, może skojarzyć Szarą Damę :)

Na dziś to już wszystko. Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego przeczytania.
Ashi

wtorek, 7 grudnia 2010

Gwiazdy, trzmiele i pustynie

Dziś chciałabym Wam pokazać trochę kolczyków i jedną bransoletkę :)

Bumblebee to naszyjnik, który zrobiłam już jakiś czas temu. Bardzo spodobał się on swojej nowej Pani, więc doczekał się towarzystwa w postaci bransoletki i kolczyków.


Kolczyki te są, jak do tej pory, moją najcięższą kolczykową pracą (jeden waży aż 13,5 grama, są więc dość ciężkie). Powstały one z korali onyksu, czarnych i złotych koralików, oraz naturalnych surowych cytrynów w postaci kłów.




Bransoletka to te same onyksy, połączone także naturalnymi, ale tym razem fasetowanymi cytrynami. W tym miejscu pozwolę sobie wtrącić, że bardzo lubię cytryny. Cytryn i ametyst to w sumie bliźnięta, kwarce te bowiem różni tylko kolor. Dodatkowo część cytrynów otrzymuje się poprzez poddane ametystu działaniu wysokiej temperatury, przez co uzyskuje on żółtą barwę. Najbardziej fascynującym jednak kamieniem jest ametryn, czyli cytryn i ametyst w jednym. Bardzo wysokiej jakości ametryny to kamienie mające bardzo wyraźne obie barwy, są to także kamienie dość rzadkie. Już od jakiegoś czasu poluję na piękne ametryny, jednakże ich ceny nie należą do najmniejszych.






Następne kolczyki to komplet do Diuny. Tak więc powtórka z tygrysiego oka otoczonego jaspisem obrazkowym oraz brązowymi i niebieskimi koralikami. Te kolczyki nie są już tak bardzo ciężkie, natomiast ich waga nadal stanowi wyzwanie dla niejednego ucha :)




Ostatnie kolczyki to Gwiezdna Etiuda. Kolczyki te to wariacja na temat prezentowanych tutaj już wcześniej kolczyków Gwiezdna Rapsodia. Mamy więc biel w kilku wariantach oraz piryty i asymetryczność. Całość zamknęła się w postaci kół o średnicy niecałych 6 cm.

Na dziś to wszystko.
Pozdrawiam serdecznie
Ashi