Witajcie po raz pierwszy w nowym roku :)
Mnie udało się spędzić Sylwestra w łóżku lecząc grypę (jeszcze mnie trzyma złośliwa taka), mam nadzieję, że u Was świętowanie było ciekawsze :D
Pierwsza połowa grudnia upłynęła mi na przygotowywaniu prezentów gwiazdkowych, druga natomiast na tradycyjnym polskim świętowaniu w rodzinnych stronach. Postanowiłam potraktować Gwiazdkę 2010 jako wyzwanie i przygotować prezenty w technice wire wrappingu, coby w końcu porządnie poćwiczyć i oswoić się ze srebrem (już nie boję się go trochę popsuć, z czym do tej pory miałam duży problem). Ale znajdzie się dziś także jeden koralikowy projekt, przygotowany specjalnie dla mojej przyjaciółki, w jej ulubionych kolorach.
Na pierwszy ogień pójdą kolczyki. Jest tego aż cztery pary. Trzy z przedstawionych projektów to moje pomysły, jeden to praktycznie kalka z pracy Izy Malczyk (tak to jest jak czas goni a pomysły za bardzo nie chcą do głowy przychodzić i jeszcze nie bardzo można eksperymentować).
Lekko zmodyfikowany wzór Izy przybrał u mnie postać kolczyków o nazwie Aoi, co z języku japońskim oznacza zarówno kolor niebieski jak i zielony. Kamienie użyte w tych kolczykach to peridoty i topazy mystic.
Następne kolczyki, a pierwsze, które wykonałam, to motyw półksiężyca z zawijasami. Baza została stworzona z lutowanej srebrem miedzi. Przez połączenie metali kolczyki wyglądają bardzo ciekawie, zwłaszcza, że oksydowana miedź przybiera piękny brązowy kolor (nie przepadam za naturalnym kolorem miedzi, oksydowana wygląda tak jakoś bardziej elegancko moim zdaniem). Kamyczki to także topazy mystic. Całość została ochrzczona nazwą "Under The Moon We Danced" (Pod Księżycem Tańczyliśmy)
Trzecia para kolczyków to klasyczna elegancja płynąca z połączenia srebra i czerni. Początkowo miały wyglądać zupełnie inaczej, ale widocznie taka forma im bardziej odpowiadała. Cóż, ja się kłócić nie będę :)
Srebro zostało zoksydowane, przetarte i wypolerowane, kamienie to czarne spinele. Nazwałam je Black Stars (Czarne Gwiazdy), myślę, że do nich pasuje.
Ostatnia para kolczyków, o wdzięcznej nazwie Silver Dream (Srebrny Sen) to czarne spinele i granaty rhodolit, zamknięte w geometrycznym kwadracie. Dla kontrastu środek to łagodne łuki literek S. Tutaj srebro także zoksydowałam, przetarłam i wypolerowałam.
Po kolczykach przyszedł czas na wisior. Żółty chalcedon dostał za towarzystwo piękne mikrofasetowane oponki cytrynu Madeira. Pomysł na srebrne kuleczki u dołu gdzieś kiedyś widziałam, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Wisior został ochrzczony nazwą Abalone. Jest to gatunek morskiego ślimaka, który czasami na zdjęciach ma takie żółtawe zabarwienie, ale w tym wypadku podobało mi się po prostu samo słowo.
Na samym końcu bransoletka wykonana z koralików i labradorytów. Labradoryt jest pięknym kamieniem nawet w swej szarej postaci z małą labradoryzacją, rozbłyskującą tajemniczo tylko czasami. Dobrałam do niego brązowe i niebieskie koraliki co dało małą ozdobę pasującą do codziennych strojów, szczególnie zestawianych z dżinsami, a to ulubiony styl adresatki tego prezentu :) Tutaj troszkę poeksperymentowałam, gdyż centralny element jest zarazem zapięciem. Pomysł mi się podoba, więc będę go dopracowywać i pewnie takich bransoletek pojawi się więcej. Ta bransoletka nosi miano Grey Lady (Szara Dama). Jeśli ktoś czytał książki Anne Bishop, może skojarzyć Szarą Damę :)
Na dziś to już wszystko. Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego przeczytania.
Ashi
niedziela, 2 stycznia 2011
wtorek, 7 grudnia 2010
Gwiazdy, trzmiele i pustynie
Dziś chciałabym Wam pokazać trochę kolczyków i jedną bransoletkę :)
Bumblebee to naszyjnik, który zrobiłam już jakiś czas temu. Bardzo spodobał się on swojej nowej Pani, więc doczekał się towarzystwa w postaci bransoletki i kolczyków.
Kolczyki te są, jak do tej pory, moją najcięższą kolczykową pracą (jeden waży aż 13,5 grama, są więc dość ciężkie). Powstały one z korali onyksu, czarnych i złotych koralików, oraz naturalnych surowych cytrynów w postaci kłów.
Bransoletka to te same onyksy, połączone także naturalnymi, ale tym razem fasetowanymi cytrynami. W tym miejscu pozwolę sobie wtrącić, że bardzo lubię cytryny. Cytryn i ametyst to w sumie bliźnięta, kwarce te bowiem różni tylko kolor. Dodatkowo część cytrynów otrzymuje się poprzez poddane ametystu działaniu wysokiej temperatury, przez co uzyskuje on żółtą barwę. Najbardziej fascynującym jednak kamieniem jest ametryn, czyli cytryn i ametyst w jednym. Bardzo wysokiej jakości ametryny to kamienie mające bardzo wyraźne obie barwy, są to także kamienie dość rzadkie. Już od jakiegoś czasu poluję na piękne ametryny, jednakże ich ceny nie należą do najmniejszych.
Następne kolczyki to komplet do Diuny. Tak więc powtórka z tygrysiego oka otoczonego jaspisem obrazkowym oraz brązowymi i niebieskimi koralikami. Te kolczyki nie są już tak bardzo ciężkie, natomiast ich waga nadal stanowi wyzwanie dla niejednego ucha :)
Ostatnie kolczyki to Gwiezdna Etiuda. Kolczyki te to wariacja na temat prezentowanych tutaj już wcześniej kolczyków Gwiezdna Rapsodia. Mamy więc biel w kilku wariantach oraz piryty i asymetryczność. Całość zamknęła się w postaci kół o średnicy niecałych 6 cm.
Na dziś to wszystko.
Pozdrawiam serdecznie
Ashi
Bumblebee to naszyjnik, który zrobiłam już jakiś czas temu. Bardzo spodobał się on swojej nowej Pani, więc doczekał się towarzystwa w postaci bransoletki i kolczyków.
Kolczyki te są, jak do tej pory, moją najcięższą kolczykową pracą (jeden waży aż 13,5 grama, są więc dość ciężkie). Powstały one z korali onyksu, czarnych i złotych koralików, oraz naturalnych surowych cytrynów w postaci kłów.
Bransoletka to te same onyksy, połączone także naturalnymi, ale tym razem fasetowanymi cytrynami. W tym miejscu pozwolę sobie wtrącić, że bardzo lubię cytryny. Cytryn i ametyst to w sumie bliźnięta, kwarce te bowiem różni tylko kolor. Dodatkowo część cytrynów otrzymuje się poprzez poddane ametystu działaniu wysokiej temperatury, przez co uzyskuje on żółtą barwę. Najbardziej fascynującym jednak kamieniem jest ametryn, czyli cytryn i ametyst w jednym. Bardzo wysokiej jakości ametryny to kamienie mające bardzo wyraźne obie barwy, są to także kamienie dość rzadkie. Już od jakiegoś czasu poluję na piękne ametryny, jednakże ich ceny nie należą do najmniejszych.
Następne kolczyki to komplet do Diuny. Tak więc powtórka z tygrysiego oka otoczonego jaspisem obrazkowym oraz brązowymi i niebieskimi koralikami. Te kolczyki nie są już tak bardzo ciężkie, natomiast ich waga nadal stanowi wyzwanie dla niejednego ucha :)
Ostatnie kolczyki to Gwiezdna Etiuda. Kolczyki te to wariacja na temat prezentowanych tutaj już wcześniej kolczyków Gwiezdna Rapsodia. Mamy więc biel w kilku wariantach oraz piryty i asymetryczność. Całość zamknęła się w postaci kół o średnicy niecałych 6 cm.
Na dziś to wszystko.
Pozdrawiam serdecznie
Ashi
poniedziałek, 29 listopada 2010
Słoneczko śniegiem przysypane
W końcu nas przysypało :) Ale o tym pod koniec.
Drugą parą kolczyków dziś, to Sunshine (Słoneczko), wesołe w kolorze, bardzo optymistyczne i bardzo długie kolczyki (mają ponad 8 cm długości). Haftem koralikowym wykonałam tylko sztyfty oraz dwustronne elementy wiszące u dołu dłuższego łańcuszka. W sumie są to moje ostatnie sztyfty wykonywane wokół maleńskich, 4mm kuleczek. Niestety koraliki są za duże, przez co praca nad nimi jest bardzo problematyczna i nie przynosi aż tak fajnych efektów, jak można by się spodziewać. Jednak haft koralikowy nie został stworzony do wykonywania prac baaardzo drobnych.
Ostatnio chodzą za mną kolczyki. W hafcie koralikowym zrobienie kolczyków to sprawa niełatwa, gdyż bardzo łatwo przedobrzyć z ciężarem i zrobić coś, co się do noszenia nie będzie nadawało. Stąd też nie za bardzo można poszaleć sobie z formą czy kształtem. A przynajmniej ja jeszcze sposobu na to nie znalazłam. Może dlatego, że dla mnie kolczyki ważące ok. 6 gram od sztuki są już średnio-ciężkie, a takie ponad 10 gram to już ciężkie cuda. Wymyślam więc, jakby tu przemycić do kolczyków trochę więcej długości, zwiewności, nie dodając im za wiele ciężaru przy okazji. I z takich eksperymentów powstały dwie pary kolczyków prezentowane poniżej.
Dragon's Eye (Oko Smoka) to kolczyki ochrzczone przez mojego męża. Nie wiem czemu, ale bezel zrobiony ściegiem peyote wokół owalnego korala tak mu się skojarzył. W tym przypadku koralem jest marmur szmaragdowy, bardzo ciekawy kamień naturalny poddawany procesowi barwienia w celu uzyskania przepięknych kolorów.
Długości kolczykom dodają beczułki malachitu oraz łańcuszki srebrne zoksydowane na kolor grafitowy, przez co srebro przybrało prawie identyczny kolor co wykorzystane koraliki.
Drugą parą kolczyków dziś, to Sunshine (Słoneczko), wesołe w kolorze, bardzo optymistyczne i bardzo długie kolczyki (mają ponad 8 cm długości). Haftem koralikowym wykonałam tylko sztyfty oraz dwustronne elementy wiszące u dołu dłuższego łańcuszka. W sumie są to moje ostatnie sztyfty wykonywane wokół maleńskich, 4mm kuleczek. Niestety koraliki są za duże, przez co praca nad nimi jest bardzo problematyczna i nie przynosi aż tak fajnych efektów, jak można by się spodziewać. Jednak haft koralikowy nie został stworzony do wykonywania prac baaardzo drobnych.
A na sam koniec przedstawiam Wam zdjęcia z mojego ostatniego spaceru z aparatem, który miał miejsce w piątek w zeszłym tygodniu. Na zdjęciach widać pierwszy dziewiczy śnieg jaki spadł w naszej okolicy. Cieszę się, że zrobiłam te zdjęcia, bo śniegu sporo zdążyło już stopnieć (temperatura tu cały czas oscyluje wokół zera, a dziś nawet słońce świeciło).
Pozdrawiam serdecznie,
Ashi
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















































